45 lat temu, po raz pierwszy za żelazną kurtyną, obywatele tak skutecznie wzięli sprawy w swoje ręce, że władza musiała ugiąć się, siąść do stołu i negocjować z robotnikami warunki spokoju społecznego. W wyniku porozumienia powstał pierwszy w sowieckiej strefie wpływów związek zawodowy niezależny od komunistycznej władzy. Dzięki Solidarności odrodziła się demokratyczna, niepodległa Rzeczpospolita, w której dziś żyjemy.
Wydarzenia, jakie doprowadziły do upadku komunizmu w Europie zainicjowano w Gdańsku, ale wrzało w całym kraju. O co szło?
Władza obrosła w piórka
Skalę niezadowolenia społecznego wyłożyli sami robotnicy, patrząc w oko kamery. Zdjęć tych użyto w pełnometrażowym, czarno-białym filmie dokumentalnym z 1980 roku – „Robotnicy ‘80” będącym relacją ze strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina i negocjacji strajkujących z władzą (reż. Andrzej Chodakowski i Andrzej Zajączkowski).
„Jaką mamy inną broń niż nie strajk, w tej chwili? Wszyscy jesteśmy tym zmęczeni” – mówi jeden z robotników. „Mamy dosyć kłamstw przez tyle lat i chcemy uporządkować te sprawy” – dodaje inny. I kolejne głosy… „Nikt nie chce zmiany rządu, zmiany ustroju, ale musi być gospodarka wyprowadzona z tego kryzysu”. „Z robotnikiem trzeba się jednak liczyć, bo my wypracowujemy dobro narodowe”. „Polski robotnik […] zaczął umieć czytać, pisać, […] trzeba się zmieniać powolutku, bo myśmy się już troszkę zmienili. Partia, władza powinni równo z robotnikiem rosnąć, jeśli chce żyć z nami wspólnie i jakoś sensownie”. „I troszkę pokory więcej, jeśli można naszych przywódców prosić, troszkę pokory”. „Oni za bardzo obrośli w piórka i trzeba nimi bardzo porządnie wstrząsnąć”. „I nie nazywać się sami, jak to niektórzy nasi przywódcy o sobie mówią: »jestem dobrym Polakiem«, »patriotą« czy »komunistą«, człowiek nie powinien się sam chwalić, powinien czekać na opinie innych, kompetentnych ludzi”.
Iskra
7 sierpnia 1980 roku Anna Walentynowicz, suwnicowa pracująca w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, została dyscyplinarnie zwolniona z pracy na kilka miesięcy przed emeryturą. Nie była zresztą pierwszą ofiarą szykan i represji. W styczniu ze Stoczni Gdańskiej zwolniono Andrzeja Kołodzieja, w lutym z Elektromontażu usunięto Lecha Wałęsę (w Stoczni Gdańskiej wręczono mu wypowiedzenie w 1976), a w marcu kilku kolejnych robotników wyrzucono ze Stoczni Północnej. Walentynowicz jednak była znana i szanowna, działała w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża (WZZ) i zwolnienie bez wątpienia nosiło znamiona kary za działalność opozycyjną. A na domiar wszystkiego pracowała w stoczni od 1950 i w czasach przodownictwa pracy wyrabiała 270% normy.
Opozycjoniści zdecydowali o strajku w obronie represjonowanej działaczki. Datę jego rozpoczęcia wyznaczono na 14 sierpnia. Plan opracował Bogdan Borusewicz – opozycjonista z WZZ, absolwent studiów historycznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a za rozpoczęcie akcji protestacyjnej w stoczni było odpowiedzialnych troje młodych robotników: Bogdan Felski, Jerzy Borowczak i Ludwik Prądzyński.
Tego samego dnia, skoro świt, gdy robotnicy jechali do pracy, rozpoczęła się akcja informacyjna. Wchodząc na teren zakładu, mieli już wiedzieć, jaka jest przyczyna protestu. Ulotki wędrowały z rąk do rąk. Po godzinie szóstej robotnik po robotniku, wydział po wydziale odchodzili od stanowisk pracy.
Pamięć rozlewu krwi
W Stoczni Gdańskiej im. Lenina – największym przedsiębiorstwie w północnej Polsce – była wielka siła. Duża liczba pracowników dawała większe poczucie bezpieczeństwa, wszystkich przecież nie zwolnią, wszystkich nie aresztują. Nadto w Trójmieście aktywnie działały środowiska opozycyjne, takie jak: Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, Komitet Obrony Robotników (KOR), Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO) oraz Ruch Młodej Polski (RMP). W Gdańsku wreszcie silnym spoiwem była pamięć o robotnikach zabitych dziesięć lat wcześniej. Rocznice rewolty grudniowej upamiętniano manifestacjami, żądano podania prawdziwych informacji na temat represji, domagano się też wybudowania pomnika ku czci zamordowanych. W grudniu 1979 roku pod stoczniową Bramą nr 2 zgromadziło się kilka tysięcy osób. Był to jasny sygnał, jak głęboka jest pamięć robotniczych protestów w świadomości mieszkańców Gdańska.
Młodzi stoczniowcy, którzy zainicjowali strajk, zadbali o to, by pracownicy nie wyszli na ulice. Protest przybrał formę strajku okupacyjnego, co było lekcją wyniesioną właśnie z krwawych wydarzeń sprzed dziesięciu lat.
Przywódcą oporu został Lech Wałęsa, dawny pracownik, jak się okazało charyzmatyczny przywódca.
Strajk solidarnościowy
Robotnicy utworzyli komitet strajkowy i sformułowali żądania: przywrócenia do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy, podwyżki płac, upamiętnienia poległych w Grudniu ’70. Do akcji zaczęły się przyłączać inne zakłady pracy z Trójmiasta. 16 sierpnia dyrektor stoczni zadeklarował spełnienie postulatów, a Wałęsa – upoważniony przez komitet strajkowy – ogłosił koniec protestu. Załogi zakładów, które dołączyły do strajku, nie były zadowolone z takiego obrotu spraw. Nie bez racji obawiały się, że pozbawione autorytetu wielkiej stoczni są narażone na siłową pacyfikację ze strony władz. Tymczasem robotnicy stoczni, zadowoleni z pozytywnego zakończenia negocjacji, zmierzali już do bram wyjściowych. Strajk został uratowany przez kobiety: Alinę Pienkowską, Annę Walentynowicz, Ewę Ossowską, Henrykę Krzywonos, które pobiegły, by zawrócić robotników spod bram stoczniowych. Przekonano Wałęsę o konieczności kontynuowania protestu. Ten proklamował strajk solidarnościowy z innymi zakładami, ale na terenie stoczni zostało zaledwie kilkuset pracowników. Mimo to w nocy z 16 na 17 sierpnia powołano Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS) z Lechem Wałęsą na czele, aby koordynował żądania i akcję strajkową.
Tej nocy MKS sformułował jeden z najważniejszych społecznych dokumentów XX wieku – listę 21 postulatów wyrażającą społeczne potrzeby, dążenie do pluralizmu, podmiotowości, godności, swobód w zakresie organizowania się i wypowiedzi.
Decydujące znaczenie dla utrzymania protestu miały kolejne dni.
Brama, która łączy
Największy wpływ na ostateczną listę 21 postulatów miał Bogdan Borusewicz, który je pogrupował i uhierarchizował. Na pierwszy plan wysunął żądania o charakterze politycznym: utworzenie niezależnych związków, zniesienie cenzury, bezpieczeństwo dla strajkujących oraz zwolnienie więźniów politycznych. Lista oczekiwań strajkowych była wspólną płaszczyzną walki prowadzonej dotychczas osobno przez poszczególne zakłady pracy. Chcąc dać kłam informacjom kolportowanym przez publiczne media, że żądania mają tylko charakter ekonomiczny, a nie ogólnospołeczny, a jednocześnie uczynić je publiczną własnością, opozycjoniści z RMP – Arkadiusz Rybicki i Maciej Grzywaczewski – spisali postulaty na drewnianych tablicach. Te zawisły na biurze przepustek Bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej.
Dla życia strajkowego ważnym symbolem była Brama nr 2. Podczas protestu w grudniu 1970 to tam zastrzelono i raniono stoczniowców biorących udział w strajku. Brama była pierwszym miejscem pamięci o nich. W sierpniu 1980 roku ludzie zawiesili na niej obraz z wyobrażeniem Matki Boskiej Częstochowskiej i portret papieża Jana Pawła II, a przybywający ozdobili ją kwiatami. Brama nr 2 nie dzieliła, ale łączyła strajkujących stoczniowców i osoby tłumnie gromadzące się na placu przed nią, by wesprzeć protest. Stoczniowa brama podczas strajku była popularnym miejscem spotkań protestujących z rodzinami. Tędy zazwyczaj docierała do stoczni pomoc – żywność, leki, pieniądze. W jej sąsiedztwie odbywały się modlitwy i msze gromadzące wielotysięczne tłumy.
Boże coś Polskę
Do strajku rozpoczętego w Stoczni Gdańskiej systematycznie przyłączały się kolejne zakłady pracy Trójmiasta, jak m.in.: Stocznia im. Komuny Paryskiej w Gdyni, Zakład Komunikacji Miejskiej w Gdańsku, Stocznia Północna im. Bohaterów Westerplatte w Gdańsku, Zakłady Okrętowych Urządzeń Elektrycznych i Automatyki „Elmor” w Gdańsku. Protesty z czasem rozlały się na całą Polskę. Międzyzakładowe Komitety Strajkowe powstawały w innych miastach, m.in. Szczecinie, Jastrzębiu, Katowicach.
Proklamacja strajku solidarnościowego, powstanie MKS i sformułowanie 21 postulatów nie oznaczały automatycznie sukcesu protestu. Ludźmi targały emocje, od wiary w powodzenie akcji po zniechęcenie i strach. Ważne było wsparcie o charakterze duchowym. 17 sierpnia proboszcz nieodległej parafii św. Brygidy, ks. Henryk Jankowski, odprawił na terenie Stoczni Gdańskiej mszę świętą. Po drugiej stronie bramy tłumnie zgromadziły się rodziny strajkujących, mieszkańcy Trójmiasta, przyjezdni… Wspólnota losów wyrażająca się w tradycji religijnej miała wpływ na konsolidację protestujących i tłumu zgromadzonego za bramą. Biało-czerwone flagi, portret Jana Pawła II zawieszony na bramie, zaintonowany przez Wałęsę hymn Polski, pieśń „Boże coś Polskę” oraz modlitwy prowadzone przez Bożenę Rybicką i Magdalenę Modzelewską utwierdzały ludzi w przekonaniu, że walczą o wspólne cele. Ruch zorganizowany wokół wspólnych symboli tworzył swój własny etos oparty na wzorcach kulturowych ukształtowanych w wyniku wspólnoty doświadczeń. Bierny opór, brak przemocy oraz zakaz spożywania alkoholu nadały protestowi w Stoczni Gdańskiej wymiar etyczny wyrażający się w obywatelskim nieposłuszeństwie wobec arbitralnych decyzji władz państwowych podejmowanych bez konsultacji ze społeczeństwem.
Zachodnie media
Dzięki działaczom opozycji po raz pierwszy podczas strajku sierpniowego w Stoczni Gdańskiej wykorzystano poligrafię. Podstawą poligrafii strajkowej w Trójmieście była Wolna Drukarnia Stoczni Gdynia, z której na szeroką skalę uruchomiono produkcję ulotek i pism drugiego obiegu. Pozwoliło to nie tylko na zapobieganie dezinformacyjnej polityce władz, ale także stworzyło możliwość szybkiego obiegu informacji dzięki systemowi kolportażu pomiędzy poszczególnymi zakładami pracy. Istotną rolę odgrywał „Strajkowy Biuletyn Informacyjny Solidarność”. Pismo informowało o sprawach bieżących, zamieszczano w nim strajkową poezję, wywiady oraz reportaże. Dzienny nakład biuletynu sięgał ok. 40 tys. egzemplarzy.
Wieści na temat tego, co dzieje się w Gdańsku docierały nie tylko do robotników, mieszkańców Trójmiasta, ale także przedostawały się do zagranicznych mediów. A to za sprawą zachodnich korespondentów obecnych na miejscu. Ich relacje, jak i wywiady z liderami strajkowymi transmitowało Radio Wolna Europa. Na wiele tygodni czołówki najważniejszych magazynów w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii zdominowała tematyka sierpniowych protestów. Ukwiecona Brama nr 2, dzięki zdjęciom wykonanym przez zachodnich fotoreporterów na całym świecie, stała się ikoną sierpniowego strajku. Bohaterami wielu artykułów byli Lech Wałęsa i Anna Walentynowicz. Do Stoczni Gdańskiej zaczęły napływać listy ze wsparciem i znacznymi sumami pieniędzy od związków zawodowych z niemal wszystkich krajów Europy Zachodniej i z USA.
Jeden wsparty na drugim
Znakiem, który poznał cały świat stało się napisane oryginalną czcionką – zwaną później solidarycą – słowo „Solidarność”. Jerzy Janiszewski, grafik po Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku, wraz z żoną, zaczął obmyślać projekt znaku, który wsparłby strajkujących w ich wspólnej walce. Jego uwagę zwrócił jeden z poetów na słowo często pojawiające się na murach. I tak Janiszewski na białym tle umieścił napis „Solidarność”. Kształt liter symbolizował tłum ludzi wzajemnie się wspierających. Dodano również biało-czerwoną flagę, ponieważ znak powstał w momencie, kiedy strajk stał się już ogólnopolskim zrywem.
W związku z rozwojem sytuacji w Stoczni Gdańskiej im. Lenina oraz zwiększającą się liczbą zakładów popierających postulaty strajkowe, władze państwowe zdecydowały o podjęciu negocjacji z robotnikami. Do publicznej wiadomości podano fakt powołania specjalnej komisji „do rozpatrzenia postulatów załóg i problemów Wybrzeża”, na czele której stanął wicepremier Tadeusz Pyka. W parze z propozycją negocjacji władze przygotowywały się do ewentualnego rozwiązania siłowego. W ramach operacji o kryptonimie – Lato-80, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych prowadziło działania mające na celu ograniczenie wpływu przedstawicieli opozycji na strajkujących robotników, zajmowało się rozpracowywaniem tzw. zorganizowanych elementów antysocjalistycznych oraz śledziło rozwój sytuacji strajkowej w Stoczni Gdańskiej i innych protestujących zakładach pracy Trójmiasta. Prawdziwą intencją władz nie było więc porozumienie ze strajkującymi, ale wygaszenie protestów, w związku z czym negocjacje prowadzone przez komisję Pyki nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Wicepremier Mieczysław Jagielski, który stanął na czele delegacji rządowej, zastępując Pykę, początkowo stosował podobną strategię, jak jego poprzednik – rozmawiał z przedstawicielami poszczególnych zakładów, pomijając MKS. Momentem przełomowym w negocjacjach było pokwitowanie przez niego na piśmie przyjęcia postulatów strajkowych, co oznaczało formalne uznanie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Rzecz działa się 22 sierpnia.
Sojusz robotniczo-inteligencki
Duży wpływ na przebieg i charakter negocjacji miało wsparcie udzielone strajkującym robotnikom przez intelektualistów. 20 sierpnia Radio Wolna Europa podało, że powstał Apel 64. W Warszawie naukowcy, literaci i publicyści nawoływali władze do znalezienia rozwiązania wykluczającego rozlew krwi oraz do uznania wolnych związków zawodowych. Odezwa była skierowana do decydentów politycznych, ale także do strajkującej załogi Stoczni im. Lenina. Dokument ten przywieźli do Gdańska Bronisław Geremek – historyk, pracownik Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie i Tadeusz Mazowiecki – wiceprezes warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej (KIK). Lech Wałęsa powierzył im zadanie uformowania grupy ekspertów, w skład której weszło jeszcze pięciu sygnatariuszy „Apelu 64”: Jadwiga Staniszkis – socjolożka, Bohdan Cywiński – publicysta „Znaku”, Andrzej Wielowieyski – prezes warszawskiego KIK i ekonomiści – Waldemar Kuczyński oraz Tadeusz Kowalik. Choć początkowo załoga Stoczni Gdańskiej odnosiła się do ekspertów z pewną dozą nieufności, sojusz robotniczo-inteligencki stał się faktem, co miało przełożenie na język i sposób prowadzenia negocjacji. Ekipa ekspertów nadała rozmowom z przedstawicielami władz profesjonalnego charakteru.
Gwarancje bezpieczeństwa
Drugim strajkowym centrum stał się Szczecin ze Stocznią im. Warskiego. Liderem został Marian Jurczyk, podobnie jak Wałęsa brał udział w protestach w czasie rewolty grudniowej w Szczecinie w 1970 roku. Tam również utworzono MKS i opracowano listę 35 postulatów. W przeciwieństwie do Gdańska, na teren stoczni nie wpuszczono dziennikarzy, nie współpracowano także z lokalną opozycją demokratyczną. Pertraktacje, analogicznie jak w Gdańsku, prowadził z Jurczykiem w imieniu władz państwowych Kazimierz Barcikowski. 26 sierpnia do strajku przyłączył się największy zakład w Polsce – Huta Lenina oraz znane z protestów w 1956 roku Zakłady im. Cegielskiego w Poznaniu. We Wrocławiu powstał kolejny MKS, który poparł w pełni gdańską listę 21 postulatów. Strajk rozlewał się po całym kraju. 29 sierpnia stanęły zakłady Górnego Śląska. W obliczu ogólnopolskiego zrywu społecznego władze ustąpiły. Podpisały porozumienie w Szczecinie i ostatecznie wyraziły zgodę na formułę wolnych, niezależnych związków zawodowych. Zgoda władz państwowych w sprawie dwóch pierwszych postulatów gdańskich stała się 30 sierpnia momentem przełomowym w negocjacjach.
Spornym punktem była jednak kwestia gwarancji bezpieczeństwa dla strajkujących. Upomniał się o nich Andrzej Gwiazda, którego postulaty Lech Wałęsa przedstawił komisji Jagielskiego, grożąc strajkiem w przypadku, w którym działacze opozycji nie zostaliby wypuszczeni na wolność. W tym dniu według zestawień MSW liczba protestujących przekroczyła 700 tys., a w sierpniowym strajku brało udział ponad 750 zakładów pracy.
Uwolnienie aresztowanych doprowadziło do podpisania Porozumienia Gdańskiego w Stoczni Gdańskiej. Był 31 sierpnia 1980 roku.
Następne prawa ustanowimy już niedługo
Wielkim długopisem z wizerunkiem papieża Jana Pawła II Porozumienie Gdańskie, jako pierwszy z grona członków Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, podpisał Lech Wałęsa. Potem, z wysokości Bramy nr 2, ogłosił ratyfikację postulatów i na zakończenie strajku, powiedział: „Mamy wreszcie niezależne samorządne związki zawodowe! Mamy prawo do strajku! A następne prawa ustanowimy już niedługo!”.
Dłużej strajkowano na Śląsku. 3 września zawarto ugodę w Kopalni Węgla Kamiennego „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu-Zdroju, a 11 września w Hucie „Katowice” w Dąbrowie Górniczej. Przedstawiciele władz zawarli z nowo powstałym ruchem umowę społeczną. Stanowiło to fenomen w bloku wschodnim. Robotnicy uzyskali bowiem możliwość niezależnego od władz organizowania się oraz prawo do strajku, jako elementu kontroli wobec zawartego kontraktu.
Decydujący wpływ na organizację nowych związków zawodowych miał zjazd przedstawicieli Międzyzakładowych Komitetów Założycielskich powstałych z MKS, który odbył się w 17 września 1980 roku w Gdańsku. Podjęto wówczas kluczową decyzję o powołaniu jednego ogólnopolskiego związku, odrzucając propozycję struktury federacyjnej. Zaakceptowano także nazwę organizacji zaproponowaną przez Karola Modzelewskiego – Solidarność, w pełnym brzmieniu: Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Powołano tymczasowe władze – Krajową Komisję Porozumiewawczą z Lechem Wałęsą jako jej przewodniczącym.
W 1981 roku, przed wprowadzeniem stanu wojennego, Solidarność osiągnęła rekordową liczbę zrzeszonych 10 milionów osób spośród 12 milionów pracowników zarobkowych w Polsce, co stanowiło ok. 80 proc. wszystkich zatrudnionych.