Artyści naruszyli intymność sypialni, żeby dać świadectwo dzieciństwa przerwanego przez wojnę i przymusową deportację. Rosjanie uprowadzają dzieci z Ukrainy. Dziewczynki i chłopcy, bohaterowie instalacji, mieli dużo szczęścia, należą do grupy 1943 dzieci, które wróciły do swoich rodzin.
Oglądajcie tę instalację, opowiadajcie znajomym, świat musi wiedzieć, że Rosjanie kradną ukraińskie dzieci – wywożą do Federacji Rosyjskiej, żeby je zrusyfikować.
Nie powinno się tego oglądać – brzmi tytuł instalacji artystycznej w ogrodzie ECS, autorstwa twórczego duetu z Ukrainy Romana Khimeia i Yaremy Malashchuka.
– Yarema Malashchuk i Roman Khimei to ukraiński duet artystyczny aktywny od 2013 roku. Pracują w Kijowie, używając takich środków wyrazu jak film, sztuki wizualne i instalacje – mówi Włodzimierz Polikhun, specjalista ds. wystaw w ECS, kurator instalacji. – Ich twórczość koncentruje się na zagadnieniach pamięci, tożsamości oraz konsekwencjach przemocy w kontekście najnowszej historii Ukrainy.
Nie powinno się tego oglądać, bo ani jedno dziecko nie powinno być deportowane z ojczyzny, wynarodowiane, poddawane militaryzacji. Artyści w niezwykle subtelny sposób opowiedzieli o problemie, ukazując szóstkę śpiących dzieci. Każde z nich zostało przymusowo wywiezione z Ukrainy, ale i miało wiele szczęście, bo udało się je odzyskać, wróciło do domu. Nie wróciły jednak wciąż tysiące, choć wiele organizacji i państw o to zabiega.
– Cisza pozwala zobaczyć to, co zwykle umyka – mówią Yarema Malashchuk i Roman Khimei.
Historia szóstki bohaterek i bohaterów instalacji – mimo, że dzieci wróciły do domów – nie jest niestety opowieścią z happy endem, bo powrót do domu stał się dla nich jedynie kolejnym etapem, a nie zakończeniem wojennej historii.
Konwencja o prawach dziecka (1989) – którą podpisała również Rosja – stanowi m.in., że dziecko ma prawo do relacji z rodzicami i zachowania swojej tożsamości, a nielegalny wywóz dzieci za granicę należy zwalczać.
Żeby dzieci mogły spać spokojnie, dorośli muszą się przebudzić.