15.05.2018

WOLNE ZWIĄZKI ZAWODOWE WYBRZEŻA | relacja z dyskusji

– To był bardzo dobry zespół ludzi, ale nie pozostały po nim zapiski, lista uczestników… – wspominał Bogdan Borusewicz, zaangażowany w inicjatywy opozycyjne od lat 60., jeden z pierwszych aktywnych działaczy Wolnych Związków Zawodowych „Wybrzeża”. – Nawiązaliśmy kontakt z 200–300 młodymi robotnikami, ale przelotny, bo za kontakty z nami byli pozbawiani kwater, wyrzucani z pracy…
Wczoraj w ECS wspominano działalność WZZ „Wybrzeża”, na spotkaniu z cyklu poświęconego inicjatywom opozycyjnym rozwijającym się przed Solidarnością.


– WZZ powstał dzięki działalności Komitetu Obrony Robotników – przyznał Krzysztof Wyszkowski, sygnatariusz aktu powołania WZZ, upublicznionego w kwietniu 1978. – Jednak kiedy wydawało się, że formuła KOR wyczerpuje się i jego sytuacja ustabilizowała się na zasadzie półlegalnego działania, uznałem że potrzebny jest nowy impuls.
Dla Krzysztofa Wyszkowskiego było to nawiązanie do pomysłu Kazimierza Świtonia, który ogłosił powstanie Wolnych Związków Zawodowych na Śląsku na początku 1978. Nie zdołał jednak rozwinąć tej idei, blokowany przez policję polityczną PRL.
– Zgadzam się z Krzysztofem, że opozycja w pewnym momencie zaczęła się specjalizować, przestał być potrzebny ogólny ruch poparcia – potwierdzał Bogdan Borusewicz, czołowy działacz KOR z Wybrzeża. – Niezależne inicjatywy chłopskie pokazały, że trzeba dotrzeć do konkretnej grupy. Poprzez tytuł pisma „Robotnik” nawiązywaliśmy do tradycji Józefa Piłsudskiego, ale najważniejsze było nie manifestowanie poglądów, a docieranie do konkretnych ludzi i rozwiązywanie ich problemów.
Rozmówcy podkreślali, że na Wybrzeżu, po brutalnej lekcji pacyfikacji rewolty w 1970 roku, opór i obawa robotników były bardzo silne. Pomocne w ich przełamaniu były otwartość działania (podawanie adresów w stopce „Robotnika”, aby każdy mógł sam nawiązać kontakt), a przede wszystkim oparcie się na liderach robotniczej społeczności, jak Anna Walentynowicz, nagradzana pracowniczka Stoczni, czy inżynier Andrzej Gwiazda.
– Rozdawaliśmy „Robotnika” i ulotki bladym świtem na pomoście przy stacji Gdańsk Stocznia – wspominał Antoni Mężydło, wówczas student uniwersytetu. – Czasem przeganiała nas milicja, zatrzymywano nas na 48 godzin, ale udawało się też wrócić bezpiecznie do akademika.

W rozmowie, prowadzonej przez prof. Wojciecha Polaka, naukowca związanego z ECS i UMK w Toruniu, szukano także odpowiedzi na pytanie o siłę legend – Anny Walentynowicz, czołowej działaczki WZZ, której zwolnienie z pracy dało impuls rewolucji Solidarności, ale ona sama nie odnalazła się w działalności związku oraz Lecha Wałęsy, robotnika, który pełnił w WZZ rolę drugoplanową, ale był inicjatorem strajku solidarnościowego i objawił się światu jako lider pokojowej rewolucji Solidarności.
– Znane są moje stosunki z Lechem Wałęsą, ale to ja broniłem Bogdana przed nim – przypomniał Krzysztof Wyszkowski.
– Rzeczywiście, w którymś momencie poróżniłem się z Wałęsą, m.in. o sposób traktowania Anny Walentynowicz, ale zdawałem sobie sprawę, że mój czas minął i to prędzej on mnie usunie, niż ja jego – opisywał Bogdan Borusewicz kulisy swojego odejścia z bieżącej pracy związku, w czerwcu 1981.

Gorącą dyskusję z publicznością starał się tonować swoim komentarzem podsumowującym Wojciech Polak.
– Spotkaliśmy się dzisiaj w podwójnej roli: uczestników i interpretatorów – mówił prof. Polak, zwracając się do gości spotkania i publiczności, wśród której zasiadło wielu byłych działaczy opozycyjnych i związkowych. – Jest to normalne, że fakty, które przypominamy, nie pokrywają się. Nasza rozmowa, zapisana, nagrana na wideo, to źródło, które pozwoli historykom w przyszłości dać wyważony obraz.

Kolejne spotkania z cyklu „Horyzont programowy opozycji demokratycznej w latach 1976–1980” poświęcone będzie relacjom środowiska Konfederacji Polski Niepodległej i Ruchu Młodej Polski – odbędzie się jesienią.

fot. Dawid Linkowski / Archiwum ECS