31.05.2021

ŚWIATOWY DZIEŃ BEZ TYTONIU

WOLNA POLSKA NARODZIŁA SIĘ W TUMANIE DYMU

Jak opozycjonista zapalał papierosa, to znaczyło, że rozpoczyna się poważna rozmowa o Polsce. Siwo od dymu było zarówno w Sali BHP, jak i w kuluarach obrad Okrągłego Stołu. Papierosy palili niemal wszyscy, zasady towarzyskie nakazywały częstować współpalaczy, a pojęcia „prawa osób niepalących” jeszcze nikt nie zdefiniował.

Dwie popielniczki. W brunatnej z bakelitu trzy pety z filtrem i garść tytoniu, w szklanej – pretendującej do kryształowej – pety i pudełko po niebieskich caro. To rarytas, jedna z najpopularniejszych marek papierosów, lubiana, ale jednocześnie trudno dostępna. Cena rynkowa 27 zł, obwieszcza nadruk na banderoli, dziś na portalu aukcyjnym – 43 zł. To „Stolik redakcyjny”, jak głosi naprędce zrobiona wizytówka. Jesteśmy na wystawie stałej ECS, w sali A zwiedzający zachodzą do zainscenizowanej Sali BHP w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, gdzie w sierpniu 1980 roku robotnicy negocjowali postulaty z rządem.
Po co te popielniczki? – dopytuję.
Wszyscy jarali jak smoki, debatowali w kłębach dymu – bez wahania odpowiada dr Konrad Knoch z Wydziału Muzealno-Archiwalnego ECS, współautor wystawy stałej. – Papieros był w opozycji sygnałem, że rozprawia się o Polsce. Wydaje się, że więcej papierosów paliła opozycyjna lewica i robotnicy, prawica mniej.

Człowiek zaczadziały

Na wielkim ekranie zwiedzający wystawę stałą ECS oglądają fragmenty autentycznych nagrań sprzed 40 lat. Rzeczywiście, jarają. I to po obu stronach negocjacyjnego stołu. Lech Wałęsa, przywódca strajku, elektryk, zaciąga się między jednym a drugim żądaniem. Pali opozycyjne małżeństwo – Joanna Duda-Gwiazda i Andrzej Gwiazda. Kurzą wicepremier Mieczysław Jagielski i pierwszy sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku Tadeusz Fiszbach – komitety partii uchodziły za szczególnie zadymione.
Przyznajmy szczerze, w Sierpniu ’80 w Sali BHP było siwo od dymu.
Przegląd asortymentu. Extra mocne – zwane też „schabowymi”, były dostępne w wersji „z kością” (z filtrem) lub bez – niewprawionego palacza podobno potrafiły zwalić z nóg. Radomskie – tylko dla desperatów, śmierdzące i po wypaleniu zostawała z nich miotełka. Sporty – najtańsze i najbardziej popularne, podobno wydawały swąd kładzionego asfaltu. Tytoniowy portal internetowy szczegółowo prezentuje walory i antywalory modnych w PRL papierosów.
Oko kamery nie rejestruje, aby papierosa w ręku miała Henryka Krzywonos.
Mam być szczera? Paliłam, ale nie publicznie, uważałam, że kobieta nie powinna tego robić – wyznaje Henryka Krzywonos, gdańska tramwajarka, która dołączyła do strajku w stoczni, późniejsza sygnatariuszka Porozumienia Gdańskiego. – Takie były czasy, że wszyscy palili. Paliłam dużo, ze 30 papierosów dziennie, z filtrem, a jak nie było, to i bez filtra. Babki na stoczni paliły niemalże wszystkie. Nie paliła Ania Walentynowicz i Alinka.

Człowiek zaczadziały
„Alinka” to Alina Pienkowska, pielęgniarka z przystoczniowej przychodni, również późniejsza sygnatariuszka Porozumienia Gdańskiego.
Nie rozmawialiśmy wtedy o paleniu, ale była mu przeciwna. Potem współpracowała z prof. Witoldem Zatońskim, działającym na rzecz profilaktyki onkologicznej – opowiada Bogdan Borusewicz, jeden z inicjatorów sierpniowego strajku w Stoczni Gdańskiej, mąż Aliny Pienkowskiej, dziś wicemarszałek Senatu. – Zresztą ja sam w PRL też nie paliłem i nie piłem. Koledzy wiedzieli, że jak coś mi spadnie na głowę albo potrąci mnie samochód, to na pewno nie z powodu alkoholu. Trzeba jednak powiedzieć jasno, byliśmy w znacznej mniejszości.
Bogdan Borusewicz wspomina zebrania konspiracyjne u Gwiazdów, na których bywało aż siwo od dymu.
Po takim wieczorze człowiek był zaczadziały – przyznaje Bogdan Borusewicz. – Kiedy spotkania robotnicze z udziałem młodych odbywały się u Anny Walentynowicz, to prosiliśmy, żeby nie palili. Wielu nie wytrzymywało, między innymi Lech Kaczyński, który wychodził popalać w kuchni.
Strajkujący w stoczni mieli różne strategie palenia.
Lech Bądkowski, jeden z negocjatorów, potem sygnatariusz porozumienia, dziennikarz i pisarz, pierwszy intelektualista, który dołączył do strajkujących robotników, palił przy stole negocjacji. Trudno, żeby wychodził, skoro z papierosem niemal się nie rozstawał. Preferował sporty.
Dużo palił, jak wszyscy, też w szpitalu, gdy był już ciężko chory – przyznaje Sławina Kosmulska, córka Lecha Bądkowskiego. – Nawet wtedy mnie to trochę zaskoczyło, ale nie zwróciłam uwagi, bo i tak nic by to nie dało.
Barbara Szczepuła, dziennikarka relacjonująca strajk, pamięta, że wychodziła na papierosa na zewnątrz Sali BHP.
Paliło się, stojąc w kółeczkach, to była doskonała okazja, żeby poznać nowych ludzi i wymienić informacje – przyznaje.

Wzajemna życzliwość palaczy
Jak to możliwe, że choć strajk trwał wiele dni, protestujący wciąż mieli papierosy? Od rodzin, podawane przez bramę, z darów dostarczanych do portierni bramy nr 2 i od… Bożeny Grzywaczewskiej.
Bożena Grzywaczewska, młoda działaczka Ruchu Młodej Polski, kiedy podjęła decyzję, że dołączy do strajku w stoczni, za wszystkie pieniądze, które miała, kupiła sporty.
To nie tajemnica, że w tamtych czasach bardzo dużo osób nie tylko okazjonalnie, ale nałogowo paliło papierosy. Pomyślałam, że być może nie zaopatrzyli się w zapasy na długi strajk – opowiada Bożena Grzywaczewska.
Sama paliła, więc wiedziała, jak dotkliwy potrafi być głód nikotynowy.
Szczęśliwie to były czasy, kiedy wszyscy wzajemnie się częstowaliśmy – wspomina Henryka Krzywonos.
Na zdjęciach z sierpniowego zjazdu z papierosami w ręku łatwo zidentyfikować dwóch gości strajkowych – Ryszarda Kapuścińskiego, reportażystę i pisarza, który przyjechał dokumentować protest, oraz Jerzego Kiszkisa, aktora, który z koleżankami i kolegami z teatru Wybrzeże wlewał nadzieję w serca strajkujących recytacjami poezji patriotycznej.
Paliło się, wpływ miał na to klimat, nikt nikogo nie potępiał, bo papierosy paliła większość – przyznaje Jerzy Kiszkis, ale od razu dodaje – to był podły, odrażający nałóg.
Palono w pracy bez odchodzenia od biurka, w kolejce do sklepu, na dworcowym peronie i w samolocie. Z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że pierwsze badanie dotyczące palenia papierosów w Polsce wykonano w 1974 roku. 60 proc. dorosłych mężczyzn i 18 proc. kobiet deklarowało, że są codziennymi palaczami tytoniu. W 1982 roku aż 30 proc. kobiet przyznawało się do tego nałogu.

Szarożółta kobra egipska
Sam Jerzy Kiszkis stosował w PRL okresową abstynencję, nie palił w Wielkim Poście i Adwencie. Na jakiś czas porzucił papierosy na rzecz fajki (z fajkami niczym kominy sportretował go Marian Kołodziej). Nie pali od lat, pojedynczego dymka puszcza od wielkiego dzwonu, dla towarzystwa.
Ryszard Kapuściński – na zdjęciu ze zbiorów ECS w środku kadru – swoją słabość do papierosów unieśmiertelnił w „Hebanie”, zbiorze reportaży afrykańskich z 1998 roku.
„Nie wiem, jak znalazłem się na pryczy. Byłem ledwie żywy. Słońce szumiało mi w głowie. Żeby opanować senność, zapaliłem papierosa. Nie smakował mi. Chciałem go zgasić i kiedy odruchowo spojrzałem na moją rękę kierującą się w stronę podłogi, zobaczyłem, że chciałem go zgasić na głowie leżącego pod pryczą węża”. Wąż okazał się szarożółtą kobrą egipską, której jad przynosi szybką śmierć. Z odsieczą przybył kolega uzbrojony w kanister z angielskiego demobilu. „Nigdy nie przypuszczałem, że w jakimś stworzeniu może być tyle siły. Tyle strasznej, monstrualnej, kosmicznej siły. Sądziłem, że krawędź kanistra przetnie węża łatwo, ale gdzie tam!” – pisze Kapuściński.
Finału opowieści nie sposób spojlerować, proszę czytać „Heban”.
U progu lat 80. dobrobyt ery Gierka płynnie przeszedł w niedobór. Brakowało wszystkiego, również papierosów. Najpierw stały się towarem deficytowym, a później reglamentowanym. W niejednym domu rezygnowano z wyrobów czekoladopodobnych, proszku do prania czy butów, żeby na drodze wymiany pozyskać kartki na papierosy.

Śmiertelna ofiara nikotynizmu
Tymczasem niedługo po Sierpniu ’80 powstała Solidarność Polsko-Czesko-Słowacka, międzynarodowy ruch społeczny opozycji demokratycznej. Na zdjęciu z archiwum ECS w środku kadru Jacek Kaczmarski, poeta, prozaik, kompozytor i pieśniarz, zwany bardem Solidarności, podczas spotkania tej organizacji. Trzy papierosy w dłoniach mężczyzn, czwarty odłożony na chwilę na popielniczce. Kaczmarski zmarł przedwcześnie na nowotwór, który pod koniec życia całkowicie odebrał mu zdolność używania głosu, gdy odszedł, miał 47 lat. Prasa przestrzegała – „Śmiertelna ofiara nikotynizmu”. Na forum internetowym o Jacku Kaczmarskim fani dyskutowali również o jego skłonności do papierosów. Jedni ganili, inni dawali prawo wyboru. „Nie przesadzajcie... Są ludzie, którzy w życiu nie palili, a zmarli na raka płuc” – przekonywał lodbrok. „Jacek był artystą, a to nie oznacza bycie wegetarianinem, chodzenie co niedziela do kościoła i życie zgodnie z wszelkimi przykazaniami i nakazaniami. Jako artysta musiał żyć i umrzeć tragicznie, w tym wyraża się również jego wielkość” – twierdził Bizon. „Ostatnio zacząłem sobie gdybać. Co by było, gdyby nie zachorował... spokojnie mógłby pisać, śpiewać, grać i żyć drugie tyle. Jak sobie pomyślę, ile mógł jeszcze zrobić... szkoda, że nie będzie mi dane nigdy tego zobaczyć” – żałował Tomasz Dzioch.
„Więc – papieros i kawa / – Przecież Dzień się zaczyna! / – Senny majak i jawa / Nikotyna i kofeina” – pisał Kaczmarski w lutym 1989 roku w wierszu „Rano”.

Gdzie jest palarnia?
Dziewięć lat po strajku w Stoczni Gdańskiej opozycja znów zasiada do negocjacji z władzą, tym razem przy okrągłym stole. Oglądając zdjęcia z tego czasu, można odnieść wrażenie, że wolna Polska narodziła się w tumanie dymu. Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń i Adam Michnik oraz Bronisław Geremek i Janusz Onyszkiewicz, choć ci używali fajki – palili wszyscy.
„Było siwo od dymu. Przy samym okrągłym stole się nie paliło, ale wystarczyło wyjść do jednej z sąsiednich sal, by całkowicie przesiąknąć dymem” – na łamach dziennika „Rzeczpospolita” w 2010 roku wspominał Leszek Miller, jeden z niewielu niepalących uczestników obrad.
Prasa donosiła, że po powołaniu rządu Mazowieckiego nic się w tej materii nie zmieniło. Sala obrad Rady Ministrów przypominała wielką palarnię.
Sam premier Tadeusz Mazowiecki uchodził za palacza niezłomnego. Potrafił w wielogwiazdkowym hotelu pytać recepcjonistę, czy może palić papierosy w pokoju, a ten mu ulegał…
Na zaproszenie ECS premier Mazowiecki przyleciał do Gdańska na konferencję „W przededniu wielkiej zmiany”, w 20 rocznicę rozmów przy Okrągłym Stole. Wykłady odbywały się na Uniwersytecie Gdańskim. Przerwy palacze tradycyjnie wykorzystywali na dymka.
Gdzie jest palarnia? – dopytywał prof. Janusz Reykowski.
Palarnia jest tam, gdzie ja jestem! – odparł premier Mazowiecki.
Lech Wałęsa rzucił palenie w latach 90. Papierosy musiały mu towarzyszyć ponad 30 lat, bo w książce „Droga nadziei” wspomina, że popalał już w szkole, za co dostawał bury od ojca.
„Obaliłeś komunizm, jesteś laureatem Nagrody Nobla i byłeś prezydentem, a palenia nie potrafisz rzucić. Co z ciebie za przywódca? Gdzie twój charakter? – spytałem sam siebie i postanowiłem zerwać z nałogiem. Bo rzeczywiście, jakim wzorem dla innych może być człowiek, który nie potrafi zrezygnować z czegoś tak głupiego i błahego jak palenie” – w 2003 roku Lech Wałęsa opowiadał tygodnikowi „Wprost”.
Pracownicy biura prezydenta w ECS potwierdzają – Lech Wałęsa nie popala. Silną wolę wzmacniają czujki przeciwpożarowe i sezonowe pogadanki zdrowotne w wykonaniu zaprzyjaźnionych medyków.

Czy nadal pali pan radomskie?
Barbara Szczepuła rzuciła palenie niedługo po zakończeniu strajku w Sierpniu ’80. Z miłości do męża.
Lekarz kategorycznie zabronił Markowi palić, więc, żeby nie było mu smutno i nie czuł się samotny… – tłumaczy.
Dla Ryszarda Kapuścińskiego niebywale skuteczną terapią antynikotynową okazało się spotkanie z kobrą.
„Czy nadal pali Pan radomskie? Moje pytanie jest związane ze sławną sceną ucieczki przed wężem, opisaną przez Pana w Hebanie” – Piotrek2 w 2004 roku dopytywał Kapuścińskiego podczas czatu tygodnika „Polityka”.
„Nie, palenie rzuciłem dokładnie 24 lata temu. I od tego czasu nie wziąłem papierosa do ręki, a co więcej, w ogóle nie odczuwam takiej chęci” – odpowiedział Kapuściński.
Henryka Krzywonos ostatniego papierosa wypaliła 13 lat temu.
Pomyślałam: papieros nie może mną rządzić. Paląc, byłam ostatnią kretynką, zapłaciłam za to wysoką cenę zdrowia – przyznaje. – Mąż rzucił palenie dwa lata po mnie. Nie jest to trudne, jak człowiek chce i ma charakter.
Łatwe też nie jest. Prof. Zbigniew Religa, kardiochirurg-cudotwórca, palił przez 55 lat, podobno „jak smok” i nie rzucił nawet wówczas, gdy usłyszał diagnozę: rak płuc.
Dla nieprzekonanych twarde dane. Dym tytoniowy zawiera około 7 tys. związków chemicznych, z czego 70 rakotwórczych. Wiele z nich ma też działanie toksyczne. Palenie tytoniu jest przyczyną przedwczesnych zgonów z powodu wielu chorób, wśród których są: rak płuc, nowotwory głowy i szyi, miażdżyca, choroba niedokrwienna serca i udary oraz choroby układu oddechowego. A palacze znacznie ciężej przechodzą infekcję koronawirusem.
I to nie koniec złych/dobrych wiadomości. Idzie – nomen omen – nowe: Nowa Zelandia planuje do 2025 roku wprowadzić całkowity zakaz palenia. Tymczasem chce zakazu sprzedaży wyrobów tytoniowych osobom urodzonym po 2004 roku.

Katarzyna Żelazek