O. MACIEJ ZIĘBA OCZAMI PRACOWNIKÓW ECS

Nie żyje o. Maciej Zięba OP (1954–2020). Dla świata był intelektualistą – teologiem, filozofem, publicystą, specjalistą z zakresu społecznej nauki Kościoła, ekspertem i współpracownikiem pierwszej Solidarności, dyrektorem dominikańskiego wydawnictwa W drodze, założycielem Instytutu Tertio Millennio w Krakowie, prowincjałem zakonu dominikanów, autorem wielu książek. Dla nas był przede wszystkim dyrektorem Europejskiego Centrum Solidarności (2007–2010). Wierzył w solidarność i wierzył w ECS. Opowiadał się za dialogiem i pielęgnowaniem wspólnych wartości.

Nie wszyscy wiedzą, że do zakonu wstąpił nie po maturze, jak to najczęściej bywa, ale jako 27-latek. Miał już wówczas za sobą studia na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego, tytuł magistra na kierunku fizyka i trzy lata pracy naukowej w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu. A także silne doświadczenie rodzącej się Solidarności, której oddał wiele sił i energii, będąc m.in. doradcą oraz pierwszym redaktorem naczelnym biuletynu „Solidarność Dolnośląska” i dziennikarzem „Tygodnika Solidarność”.
Do zakonu dominikanów wstąpił w sierpniu 1981 roku, pięć lat później złożył śluby wieczyste, a po roku święcenia kapłańskie. W 1997 roku uzyskał tytuł doktora na Papieskiej Akademii Teologicznej. A w latach 1998–2006 pełnił misję prowincjała polskiej prowincji dominikanów.

8 listopada 2007 roku zostaje powołana instytucja kultury Europejskie Centrum Solidarności, a stanowisko dyrektora obejmuje dr Maciej Zięba OP.
Przypadła mu bardzo trudna rola. Jako duchowny miał stworzyć i pokierować świecką instytucją i poradzić sobie z rozklejającą się, coraz bardziej antagonistyczną pamięcią o polskiej rewolucji lat 1980–1989 – zauważa dr Jacek Kołtan, wówczas pracownik naukowo-badawczy ECS, dziś pełnomocnik dyrektora ds. naukowych. – Wniósł ze sobą wyjątkową wrażliwość i intelektualną ciekawość świata.

Dyrektorował ECS w czasach, gdy instytucja nie miała jeszcze siedziby przy pl. Solidarności, ale realizowaliśmy już program i powstawała wystawa stała.
Pierwszym wydarzeniem, jakim Europejskie Centrum Solidarności miało zaistnieć w świadomości publicznej, był Maj Niezależnych, obchody rocznicy strajków majowych z 1988 roku.
Było to doświadczenie formacyjne dla młodego stażem i nielicznego zespołu, ludzi z różnych stron kraju, których do Gdańska przywiodła wizja międzynarodowej instytucji, przywracającej Solidarności należne jej miejsce w historii Europy. To był kierunek, jaki obrał Maciej Zięba. Duża skala. Taka, jaką była Solidarność – wspomina Patrycja Medowska, desant z Warszawy, dziś wicedyrektor instytucji, wówczas szeregowy pracownik. – Poszliśmy za tą wizją i nauczyliśmy się przy tym rozumieć, czym jest dziś solidarność.
Jacek Kołtan podkreśla, że o. Zięba zaproponował wiele wielkich wydarzeń, które miały upamiętniać polską rewolucję i wpisywać ją w wolnościową historię Europy XX wieku.
Taką rolę odegrała konferencja w 2009 roku „Solidarność i upadek komunizmu”, w której brały udział kluczowe postaci świata opozycji, w tym m.in. Václav Havel i Tadeusz Mazowiecki. Taką rolę pełniły też wydarzenia na 30-lecie Solidarności organizowane w 2010 roku – przypomina Jacek Kołtan.

O. Zięba miał bardzo rozległe kontakty, z jego zaproszeniami czy opinią liczono się w Polsce i na świecie. W 2008 roku na Forum Młodych, organizowanym przez ECS, z młodzieżą spotkał się np. Dalajlama.

Nie bez znaczenia było, że w czasach pierwszej Solidarności, potem w stanie wojennym, o. Maciej Zięba był ekspertem i doradcą związku.
Wprowadził młody wówczas zespół ECS w świat opozycyjnych przyjaciół, z którymi mieliśmy szczęście i ogromną przyjemność spotykać się i dyskutować o polskiej demokracji i znaczeniu ruchu Solidarność – wspomina Jacek Kołtan.

Aleksandra Dulkiewicz, dzisiejsza prezydent Gdańska, została zatrudniona w ECS, aby przygotować jubileusz 20 rocznicy wyborów 4 czerwca. Czas był gorący. Solidarność planowała w Gdańsku dużą demonstrację w obronie miejsc pracy. Tymczasem na zaproszenie ECS miała przyjechać młodzież z 10 krajów, które wyzwoliły się spod komunizmu, aby symbolicznie spotkać się pod pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 i m.in. wysłuchać przesłań szefów swoich rządów.
„Służy to sprawie Stoczni oraz Miasta. Służy to sprawie Polski. Dlatego zwracam się z gorącym apelem o twórcze włączenie się w te obchody, a nie ich rozbijanie bądź zmuszanie do ich odwołania. NSZZ »Solidarność«, którego – przed wstąpieniem do zakonu – miałem zaszczyt być członkiem, zawsze kierował się mądrym patriotyzmem i zdolnością do budowania ponad podziałami. Wierzę, że tak będzie i dzisiaj” – o. Maciej Zięba pisał do Janusza Śniadka, przewodniczącego NSZZ „Solidarność”.
Takim go pamiętam. Myślącego z wrażliwością o sprawach Polski i bardzo otwartego na ludzi młodych. Lubił przebywać z ludźmi młodymi, chętnie rozmawiał, ciekawy był opinii, podsuwał lektury, nie stwarzał barier, ale i nie fraternizował się – mówi Aleksandra Dulkiewicz, która poznała o. Ziębę dużo wcześniej, gdy w latach studenckich była słuchaczką letnich szkół Tertio Millennio. – A o rozłam w Polsce bardzo się martwił. Rozmawialiśmy o tym również, gdy już niedomagał.

Jakim szefem był o. Maciej Zięba?
Na długie nawet maile potrafił odpisać krótkim: „Imprimatur” (w języku Kościoła: oficjalna aprobata).
Był wymagającym szefem, staraliśmy się tym wymaganiom sprostać, bo łączyła nas ta wizja – mówi Patrycja Medowska. – Ale nie było to łatwe zadanie w czasie, w którym nie było punktów odniesienia – budynku, wystawy, licznego zespołu, programu.
Konrad Knoch, historyk, pracował wówczas w zespole realizującym wystawę stałą. Mówi o o. Ziębie: tytan intelektu, wiele dawał, ale i wiele oczekiwał od współpracowników, nie uznawał bylejakości.
Dla mnie bardzo ciekawie w jednej osobie łączyły się w nim cechy racjonalnego fizyka z człowiekiem duchowym – opowiada dr Konrad Knoch. – Trochę duchowny, trochę cywil. Reprezentował Kościół otwarty, wsłuchujący się w człowieka i gotowy do dialogu.
Do historii instytucji przeszło powiedzenie o. Zięby: „Proszę robić to, co się da i absolutnie nie robić tego, czego się nie da”.

Perfekcjonizm, szczególnie ten związany z planowaniem dramaturgii wydarzeń, których skala miała podkreślać znaczenie rewolucji Solidarności, nie odstępował go ani na chwilę. Nie pozwalał sobie i innym na pomyłki i błędy – ta cecha musiała kosztować go nierównie więcej, niż pokazywał to na zewnątrz – twierdzi Jacek Kołtan. – Jego rola jako dyrektora ECS po latach opozycyjnej działalności, kariery zarówno w Kościele, jak i w życiu publicznym, zdawała się być kolejnym z wyzwań, a może marzeń o tym, by być kimś jeszcze innym. Takim go zapamiętamy.


 



fot. Grzegorz Mehring / Archiwum ECS