27.05.2020

NA ZASADZIE PRÓB I BŁĘDÓW | 30 lat samorządu w Polsce

Narodziny nowoczesnego polskiego samorządu są powiązane z datą pierwszych po II wojnie światowej demokratycznych wyborów do rad gminnych – 27 maja 1990 roku. To była prawdziwa rewolucja. Nikt nie wiedział, czym jest samorząd, wszyscy się go uczyli. O nieśmiałych opozycyjnych próbach opisania roli samorządu, świadomości straty, jaką ponieśli komuniści przy Okrągłym Stole, i programach wyborczych sprzed 30 lat, z których niektóre udało się zrealizować – opowiada dr Przemysław Ruchlewski, zastępca dyrektora ECS ds. naukowych.

Co się stało w Polsce z przedwojennymi wójtami, sejmikami powiatowymi czy burmistrzami?
– W ustroju państwa polskiego po II wojnie światowej i instalacji radzieckich wzorców państwowych nie mieściły się żadne formy samorządności, zwłaszcza tej terytorialnej. Oczywiście istniały rady narodowe, które stanowiły wynik tzw. centralizmu demokratycznego, radzieckiej idei samorządności, która miała tyle wspólnego z demokracją, co krzesło elektryczne z krzesłem.

Czy w drugiej połowie lat 70., kiedy powstała opozycja demokratyczna, wśród jej postulatów pojawiła się idea samorządności?
– Nie doszukamy się wyrazistych postulatów odbudowy samorządu terytorialnego. Jeden z liderów opozycji demokratycznej Adam Michnik mówił, że przez kolejne akty oporu zostaną zbudowane: zręby struktury socjalizmu demokratycznego, który winien być nie tylko – i może nie głównie – strukturą prawną i instytucjonalną, ale nade wszystko rzeczywistą, codziennie współtworzoną wspólnotą ludzi wolnych. Widzimy, że słowo samorząd nie pada, ale opis oddaje jego ideę.
Nowo powstałe środowiska opozycyjne – Komitet Obrony Robotników, Wolne Związki Zawodowe, Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Konfederacja Polski Niepodległej czy Ruch Młodej Polski – zaczęły stosować nową strategię antypaństwową, polegającą na samoorganizacji społeczeństwa, przełamując tym samym monopol państwa. I znów słowa Jacka Kuronia o budowie sieci ruchów społecznych brzmią bardzo samorządowo: współdziałanie wielkich zbiorowisk ludzkich, w których każdy uczestnik realizuje swoje dążenia, działając w małej, samodzielnej grupie.
Warto również wspomnieć regionalnie o Lechu Bądkowskim, jednym z liderów ruchu opozycyjnego w Gdańsku. Nieobca mu była idea samorządności wyzwalająca zasoby lokalne, regionalne, służące dobrobytowi państwa.
Dopiero jednak wybuch wolności w sierpniu 1980 roku sprawił, że niektóre środowiska opozycyjne rozpoczęły dyskusję nad przebudową ustroju politycznego Polski.

Ma pan na myśli program „Samorządna Rzeczpospolita”?
– Rzeczywiście wizję przebudowy życia społeczno-politycznego zawarto w programie solidarnościowym „Samorządna Rzeczpospolita”, który uchwalono podczas I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność”, odbywającego się we wrześniu i październiku 1981 roku w hali Olivia.
Wcześniej jednak, bo 12 czerwca 1981 roku, na forum Komisji Prawa i Samorządności Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość” przedstawiono pierwszy dokument podnoszący problem odbudowy samorządu terytorialnego w Polsce – „Samorząd terytorialny w zreformowanym ustroju gospodarczym PRL”, autorstwa Jerzego Regulskiego, Piotra Burego, Aleksandry Jewtuchowicz i Tadeusza Markowskiego. Pod debatę I Zjazdu poddano zawarte właśnie tam kwestie.
Założenia programowe związku Solidarność, przyjęte we wrześniu 1981 roku, wiele mówią o reformie samorządowej i demokratycznej na właściwie wszystkich szczeblach zarządzania. Teza 21 rozdziału VI „Samorządna Rzeczpospolita” wprost dotyczyła odbudowy samorządu terytorialnego, wybranego w wolnych wyborach: Organy samorządu terytorialnego muszą uzyskać uprawnienia do decydowania o całokształcie spraw lokalnych, w tym zakresie mogą podlegać jedynie uregulowanemu ustawowo nadzorowi organów państwowych, służącemu kontroli przestrzegania prawa.
Pamiętajmy jednak, że wówczas samorządność postrzegano poprzez kontekst zawodowy, dominował robotniczy charakter związku. Solidarność proponowała robotnikom zarządzanie zakładami pracy. Kwestie związane z reformami samorządu terytorialnego były uzupełnieniem.
Tylko dzięki działaniom Jerzego Regulskiego i jego zespołu przez kolejne lata trwały powolne prace nad zagadnieniami samorządu terytorialnego. Wypracowane tezy stały się w czasie transformacji ustrojowej podstawowymi zasadami filozofii samorządu terytorialnego.

Czy zagadnienia samorządowe były omawiane podczas obrad Okrągłego Stołu?
– To ciekawa kwestia, bo sprawy samorządowe nie były traktowane jako priorytetowe przez stronę solidarnościową, za to bardzo poważnie podchodziła do niej reprezentacja rządu. Komuniści mieli świadomość, jakie jest nastawienie społeczeństwa do władz państwowych, a wolne wybory oznaczały po prostu przejęcie władzy w gminach przez opozycję. Dlatego ze strony rządowej nie było akceptacji dla reformy samorządu terytorialnego. Wieloletnie starania zespołu Jerzego Regulskiego przyniosły jednak wymierne korzyści. Problematykę samorządową włączono do programu wyborczego Solidarności, przygotowującej się do wyborów 4 czerwca. Lokalne komitety obywatelskie prowadziły działania edukacyjne, popularyzujące ideę samorządności miast i gmin jako elementu przebudowy polityczno-prawnego ustroju Polski. Potem inicjatywę wsparł Senat I kadencji.
Premier Tadeusz Mazowiecki w swoim exposé mówił, że z powstaniem samorządu wiąże nadzieje na wyzwolenie ogromnej energii obywatelskiej, spętanej do niedawna poczuciem bezsilności wobec państwowej biurokracji i centralnych dyrektyw. Samodzielność decyzji, własny aparat administracyjny i własny majątek stworzą społecznościom lokalnym możliwości rozwoju.

A jak o samorządzie myślano wówczas na prowincji?
– Istniał przychylny klimat społeczny. Społeczności lokalne chciały, wręcz żądały jak najszybszego przeprowadzenia zmian ustrojowych, zwłaszcza usunięcia komunistycznej administracji, bo ona była największym hamulcowym reformy samorządowej.

Jak wyglądała kampania przed wyborami samorządowymi?
– Program wyborczy zaprezentował właściwie tylko Komitet Obywatelski „Solidarność” (KO). Głoszono hasła związane z demokracją, samorządnością, przedsiębiorczością. Istotną kwestią, wokół której ogniskowały się kampanijne hasła, była walka ze skompromitowaną administracją komunistyczną. Popierano rząd Tadeusza Mazowieckiego i samą ideę samorządu terytorialnego. Przede wszystkim jednak odwoływano się do etosu i tradycji Solidarności. Kampania wyborcza opierała się w większości na organizowaniu zebrań, festynów, rozlepiano plakaty, rozdawano ulotki, w mniejszym stopniu korzystano z ogłoszeń w prasie. Były to działania spontaniczne, na zasadzie pospolitego ruszenia, z pomocą rodziny i przyjaciół kandydatów. Nie istniały wyspecjalizowane agencje promocyjne.
Kampania samorządowa w lokalnej prasie była mało dynamiczna. Na początku maja zamieszczono obszerny wywiad z Jerzym Stępniem, ówczesnym generalnym komisarzem wyborczym, przewodniczącym senackiej Komisji Samorządu Terytorialnego. Wyjaśniał zawiłości reformy samorządowej. Interesującą sondę na temat zbliżających się wyborów 9 maja zamieścił „Dziennik Bałtycki”. Przeważają w niej wypowiedzi optymistyczne, zachęcające do głosowania, wyrażające nadzieję na zmiany.

Ciekawe, jakie obietnice wyborcze czynili kandydaci?
– Od 3 kwietnia udostępniono kandydatom rubrykę zatytułowaną „Ring Wyborczy”. Właściwie nie było odzewu, skoro 14 maja redakcja przypominała o możliwości korzystania z łam gazety. Z czasem zaczęły pojawiać się programy wyborcze kandydatów. Część brzmi znajomo. Ryszard Olszewski z Nowego Portu, rekomendowany przez KO, martwił się o losy Letniewa, mieszkańców Nowego Portu będących w zasięgu wyziewów Siarkopolu i Fosforów oraz o zanik rzemiosła. Ryszard Sedlaczek, kandydujący z listy mieszkańców osiedla im. Jana Matejki we Wrzeszczu, poruszał kwestie rozbudowy szkoły i przedszkola w dzielnicy oraz zanieczyszczania gajów Królewskiego i Gutenberga. Antoni Kunikowski z KO postulował niższe czynsze i preferencyjne ogrzewanie gazem. Elżbieta Dziduszko z Niezależnego Forum Społecznego na Żabiance stawiała na czystość trójmiejskich plaż. Grzegorz Sulikowski z KO akcentował ochronę zabytków. Franciszka Cegielska z gdyńskiego KO chciała udostępnienia miasta ludziom niepełnosprawnym. Krzysztofa Włodarczyka z KO interesował rozwój turystyki i ściągnięcie zagranicznego biznesu. A Paweł Adamowicz, również z KO, akcentował potrzebę przywrócenia bezpieczeństwa, porządku i czystości na ulicach Gdańska, chciał czystej wody w kranach i zagospodarowania terenów, m.in. na Wyspie Spichrzów. Jak widać, na 30-lecie odnowienia polskiego samorządu marzenie o zagospodarowaniu Wyspy Spichrzów możemy uznać za spełnione.

Ilu w Gdańsku i naszym regionie było chętnych do objęcia mandatu radnego?
– W województwie gdańskim czynne prawo wyborcze przysługiwało 687 563 obywatelom. Zarejestrowano 3619 kandydatów na radnych, którzy ubiegali się o 1293 miejsca w przyszłym samorządzie. Kandydaci reprezentowali 50 różnych orientacji politycznych. Oprócz Komitetu Obywatelskiego były to m.in.: Polskie Stronnictwo Ludowe, Socjaldemokracja RP, Sojusz na Rzecz Gdańska, Niezależne Forum Społeczne, Polska Organizacja Bezrobotnych, Konfederacja Polski Niepodległej Starogard Gdański, Niezależne Forum Wyborcze, Blok Ludowo-Narodowy ze Starogardu Gdańskiego, Gniewski Klub Samorządowy, Unia Chrześcijańsko-Społeczna, Chrześcijańsko-Demokratyczne Stronnictwo Pracy, Chadecja Starogard, Unia Polityki Realnej, Liga Kobiet.

Kto wygrał?
– Wybory zmiotły stare elity. Zdecydowaną wygraną odniósł Komitet Obywatelski, zdobywając 53,1% głosów. Lokalne komitety wyborców osiągnęły 24,7%, PSL – 4,3%, Socjaldemokracja RP – 2,7%, Stronnictwo Demokratyczne – 2,1%, KPN – ok. 1%. Frekwencja wyborcza wyniosła 42,27%. W Gdańsku uprawnionych do głosowania było 377 112 osób, a głosy oddało 155 137, co stanowiło 46-proc. frekwencję wyborczą, czyli wyższą od ogólnokrajowej. Spośród 276 kandydatów wybrano 60 radnych, 59 z nich kandydowało z list Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, tylko jeden, znany gdański piekarz Andrzej Szydłowski, reprezentował inny komitet – Sojusz na Rzecz Gdańska. Najmłodszy radny miał 24 lata (Paweł Adamowicz), najstarszy zaś 68 (Zdzisław Halcewicz-Pleskaczewski). Wśród nowo wybranych radnych największą grupę stanowili 40-latkowie.

Na tym jednak nie zakończyła się reforma samorządowa…
– To prawda. Powołanie samorządów gminnych było pierwszą reformą ustrojową w III Rzeczypospolitej i zapoczątkowało skomplikowany proces przebudowy organizacji państwa. 1 stycznia 1999 roku nastąpił kolejny etap reformy administracyjnej: wprowadzono dwa dodatkowe szczeble samorządu – powiaty i samorząd wojewódzki. Pierwsze wybory do wszystkich trzech szczebli samorządu – rad gmin, rad powiatów i sejmików wojewódzkich – odbyły się 11 października 1998 roku. A począwszy od wyborów samorządowych w 2002 roku wprowadzono bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, co było dopełnieniem reformy samorządowej.

A samorządność w praktyce, szło po maśle czy po grudzie?
– Po grudzie. Przywołam wywiad z Bogdanem Borusewiczem, ówczesnym przewodniczącym Zarządu Regionalnego NSZZ „Solidarność”, jaki tuż przed samymi wyborami opublikował „Dziennik Bałtycki”. Dziennikarz Henryk Nowaczyk dopytywał, czy Solidarność ma konkretne propozycje dotyczące modelu funkcjonowania przyszłych organizacji miejskich i gmin? Bogdan Borusewicz odpowiedział: Nie widzę potrzeby, aby o czymś takim myśleć. Te struktury muszą – na zasadzie prób i błędów – wyłonić się same. Każda gmina czy miasto mają swoją specyfikę i stosowanie „urawniłowki” mija się z celem.
Jeden z liderów solidarnościowych, może w sposób dosadny, ale powiedział prawdę. Społeczeństwo nie było w pełni przygotowane do przejęcia odpowiedzialności za własne, lokalne sprawy, albowiem przez kilka miesięcy nie nadgoni się połowy wieku zależności i braku suwerenności. Dziś już wiemy, że efektem funkcjonowania samorządu terytorialnego jest niewątpliwie rozwój sektora życia publicznego. Dzięki samorządom lokalne społeczności w dalszym ciągu rozwijają się ekonomicznie i społecznie oraz uczą się trudnej szkoły demokracji.

Opracowanie rozmowy Katarzyna Żelazek
Archiwalia ze Zbiorów ECS / proj. Bruno Blum, Tomasz Sarnecki, NN


Na zdjęciu: głosowanie w lokalu wyborczym w Gdańsku Oliwie. Głos do urny wrzuca Agnieszka Zaczek z 10-miesięcznym synem Janem / Gdańsk, 27 maja 1990.