„Goło, ale wesoło” – głosił slogan popularny w Polsce zwłaszcza w latach 80. XX wieku. Poczytajcie o modzie w szarych czasach Polski Ludowej, a nabierze on zupełnie nowego znaczenia. I wcale nie chodzi o to, że w dobie PRL wszelka golizna i nawiązania do seksualności były niemile widziane.

Historia mody w Polsce Ludowej jest nierozerwalnie związana z historią jej gospodarki. Po 1945 roku Polska była w ruinie i podstawowym problemem stało się zapewnienie jakiegokolwiek okrycia.

Repasacja
Korzystano z tego, co przetrwało zawieruchę wojenną, z ubrań z demobilu, przerabiano prześcieradła na bluzki, a płaszcz po ojcu na syna. Umiejętność szycia stała się jedną z kluczowych sprawności pozwalających na zapewnienie sobie jakiegokolwiek ubrania. Maszyna do szycia – czy to przedwojenny Singer, czy późniejsze wytwory firmy Łucznik – okazały się dla wielu gospodarstw domowych prawdziwym zbawieniem. Przerabiano stare ubrania na nowe, często korzystając z porad czasopism przeznaczonych głównie dla kobiet, takich jak „Przyjaciółka”, w którym publikowano wykroje i instrukcje, np. dotyczące przerabiania starego żakietu na spódnicę bądź zużytej jesionki na żakiet. Intensywnie także korzystano z pomocy przyjaciół, znajomych, rodziny, co wpisywało się w bardzo aktualną praktykę w Polsce Ludowej, czyli tak zwanego kombinowania. Stare ubrania naprawiano do granic możliwości, a deficytowe sztuki odzieży były otoczone szczególną troską, co powodowało pojawienie się m.in. zakładów tak zwanej repasacji pończoch (czyli podnoszenia oczek w deficytowych pończochach, rajstopach i skarpetach tak doskonale, że nie było śladu), które w Polsce Ludowej stały się synonimem luksusu. Bardzo popularne stało się także robienie na drutach czy szydełkowanie i w tej technice wykonywano przeróżne elementy ubioru, jak czapki, szaliki i rękawiczki, których w sklepach zazwyczaj brakowało.
Kupowanie materiału na ubrania w PRL
Klienci w sklepach, Łódź 1979 r.
Fot. Marek Widerkiewicz / Zbiory ECS

Gang Czarnego
Brakowało nie tylko ubrań, także materiałów z których można byłoby cokolwiek uszyć, a to rodziło pomysłowość. Przemyt zza granicy tkaniny zwanej krempliną (dzianina poliestrowa, niemnąca się, ale i nieprzepuszczająca powietrza) stał się główną osią fabuły pierwszego odcinka popularnego w PRL serialu „07 zgłoś się”, w którym porucznik Borewicz walczy z gangiem Czarnego. W korzystnej sytuacji były osoby, które miały rodzinę na Zachodzie, ponieważ mogły liczyć na paczki czy to z ubraniami, czy właśnie materiałami do szycia, a zagraniczne zawsze znaczyło „luksusowe”.
Pomimo izolacji państw pod protektoratem Związku Radzieckiego za żelazną kurtyną, Polska nie była całkowicie odizolowanym krajem. Style w modzie nie znały granic. Zwłaszcza w późniejszych latach, np. w latach 60., do kraju docierały najnowsze trendy w postaci ortalionowych płaszczy przeciwdeszczowych czy wąskich krawatów, tak zwanych śledzi. Osoby noszące takie ubrania na kartach powieści czy w filmach często obsadzano w rolach czarnych charakterów, jak chociażby w serii Pan Samochodzik (w tomie „Pan Samochodzik i Kapitan Nemo” pojawia się poszukiwacz hitlerowskiego skarbu, modnie ubrany w błękitny garnitur wykonany ze sztucznego materiału właściciel jachtu, nazywany przez głównego bohatera Wackiem Krawacikiem).
W szczególnie komfortowej sytuacji byli mieszkańcy Wybrzeża, którzy mieli kontakty z marynarzami wracającymi z dalekich rejsów. Ci przewozili bardzo deficytowe towary albo magazyny modowe, z których później kopiowano wzory rodem z Zachodu. Tą drogą trafiły do Polski m.in. spódniczki mini, początkowo popularne głównie w Wielkiej Brytanii.
Sprzedaż ubrań w PRL
Handel uliczny, Trójmiasto 1990 r.
Fot. Jan Juchniewicz / Zbiory ECS

Teksasy
Szczególną pozycję miały dżinsy, w nowomowie Polski Ludowej zwane teksasami, które stały się przedmiotem szczególnego pożądania, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Przemysł PRL próbował, raczej nieudolnie, odpowiedzieć na to zapotrzebowanie, wypuszczając w późniejszych latach na rynek spodnie marki Odra, jednak nie zdobyły one takiej akceptacji jak te przywożone z zagranicy, bądź też kupowane w sklepach sieci Pewex (sklepy dewizowe, w których za dolary, bądź też bony dolarowe, można było kupić deficytowe w Polsce produkty).
Rodzimy przemysł próbował także wprowadzić elementy mody luksusowej. Szczególną rolę odegrała w tej dziedzinie Barbara Hoff, założycielka pierwszego w Polsce Ludowej domu mody z prawdziwego zdarzenia – Hofflandu. Na te produkty jednak stać było nielicznych, w związku z czym pozostałym pozostało kopiowanie wzorów pokazywanych na wybiegach. Innym symbolem luksusu stały się futra, czy to w postaci kurtek, płaszczy, szali, czy czapek-uszanek, co w szczątkowej formie przetrwało do dzisiaj.
Pokaz mody PRL
Pokaz mody w ratuszu, Gdańsk 1989 r.
Fot. Leonard Szmaglik / Zbiory ECS 

Gumofilce i waciaki
W socjalistycznej Polsce codziennym widokiem na ulicy były gumofilce, kufajki, waciaki, co stanowiło wyraźną degradację przedwojennych kanonów mody. Niektóre branże przemysłu próbowały także wprowadzić swoje własne stroje galowe, dumnie prezentowane na pochodach pierwszomajowych przez hutników, górników czy stoczniowców. Jednak dążenia do całkowitej uniformizacji nie powiodły się, stroje młodzieżowych organizacji, wzorowanych na radzieckich pionierach, nie przyjęły się w Polsce na taką skalę jak w innych krajach (z wyjątkiem ubiorów socjalistycznych organizacji młodzieżowych, od lat 60. coraz rzadziej używanych), jednak władze się nie poddawały. Jednym z elementów uniformizacji były szkolne mundurki – granatowe (dla dziewczynek fartuszki, dla chłopców koszule), z odpinanymi białymi kołnierzykami, wykonane często ze sztucznego tworzywa. Na rękawy naszywano tarcze szkolne z numerem i patronem placówki, co odważniejsi uczniowie przypinali je na agrafki, a szczególnie wyróżniający się mogli dodać czerwoną naszywkę z napisem „wzorowy uczeń”.
Strój to najprostszy i najłatwiejszy sposób na wyrażenie samego siebie, a także na podkreślenie swojej przynależności do jakiejś grupy. Jest to często praktykowane przez przedstawicieli różnych subkultur, których można rozpoznać na pierwszy rzut oka po charakterystycznym stylu ubierania się.
Subkultury w PRL
Festyn „40 lat Trybuny Ludu i Głosu Wybrzeża”,  Sopot 1988 r.
Fot. Leonard Szmaglik
/ Zbiory ECS

Bikiniarze
W powojennej Polsce tak zwani bikiniarze byli pierwszą subkulturą wyróżniającą się ubiorem. Oprócz fryzury z przedłużonym tyłem, tak zwanej plezery, bikiniarze nosili wąskie spodnie, spod których wystawały kolorowe skarpetki, buty na grubej podeszwie (tak zwanej słoninie), a pod szyją wiązali fantazyjny, kolorowy krawat, często z motywem palmy bądź egzotycznego ananasa, co było interpretowane jako nawiązanie do amerykańskich prób atomowych na atolu Bikini, skąd zresztą wzięła się nazwa całej subkultury. Władza ludowa bardzo intensywnie tępiła tę pojawiającą się od lat 50. subkulturę, często agresywnie atakując jej przedstawicieli w kronikach filmowych czy prasie codziennej. Bikiniarze byli utożsamiani z chuliganami, nierobami czy bumelantami i samo pojawienie się w charakterystycznym stroju mogło spowodować zaklasyfikowanie jego właściciela jako jednostki antysocjalistycznej i ściągnąć niemałe kłopoty.
Od lat 60. w Polsce pojawiali się hippisi, kolejna subkultura wyróżniająca się charakterystycznym ubiorem. Chociaż była to niewielka grupa, licząca ok. kilkuset osób w skali całego kraju, jej stroje stanowiły jawne wyzwanie rzucone szarej peerelowskiej rzeczywistości: kolorowe ubrania, koraliki, różnego rodzaju ozdoby oraz długie włosy u mężczyzn doprowadzały konserwatywnych towarzyszy partii komunistycznej do białej gorączki, co powodowało, że czasem niektórzy hippisi byli przymusowo doprowadzani przez Milicję Obywatelską do zakładów fryzjerskich celem skrócenia ich wyzywających fryzur.
W latach 70. restrykcje zelżały, a PRL otwierał się powoli na Zachód, także w zakresie mody. Już nie goniono za osobami inaczej ubierającymi się, a niektóre trendy, jak np. spodnie dzwony, czy spódnice bananówy stały się dosyć popularnym widokiem na polskich ulicach.
Bikiniarze
Sopot, początek lat 90.
Fot. Jacek Awakumowski / Zbiory ECS

Katana
Wraz z nadejściem kryzysu w drugiej połowie lat 70. powrócono do manifestowania swojej opozycji politycznej właśnie poprzez ubiór. Tutaj najbardziej charakterystyczną subkulturą byli punki, a marzeniem każdego fana ich muzyki stała się skórzana kurtka, zwana kataną. Oprócz swojej niezwykłej trwałości, także w wersji  skóropodobnej, czyli uszytej ze skaju, miała także walor praktyczny – umożliwiała przetrwanie w niekorzystnych warunkach atmosferycznych, jak również stanowiła wsparcie w przypadku fizycznych starć, np. ze skinheadami. Skórzana kurtka była też tłem do eksponowania różnego rodzaju przypinek i naszywek, które jeszcze dokładniej wyrażały podejście użytkownika do otoczenia. Jeśli kogoś nie było stać na skórzaną kurtkę, podobną funkcję przejmował stary wojskowy plecak, tak zwana kostka, który również stawał się tłem dla artystycznej ekspresji jej posiadacza.
Drugim charakterystycznym elementem ubioru tej subkultury były ciężkie wojskowe buty, tzw. glany, przyjęte zresztą przez wspomnianych już skinheadów, przy czym ci ostatni, aby się odróżnić, przewlekali je białymi sznurowadłami oraz często łączyli z wąskimi, odbarwionymi dżinsami, tak zwanymi marmurkami.
To właśnie na podstawie ubioru pracownicy Służby Bezpieczeństwa w latach 80. próbowali ustalać liczbę uczestników poszczególnych subkultur na festiwalu muzyki rockowej w Jarocinie. Później pojawili się także fani muzyki metalowej, z własnym charakterystycznym ubiorem, a pod sam koniec lat 80. tzw. depesze, czyli fani zespołu Depeche Mode.
Dla mniej zdecydowanych przeciwników ówczesnego systemu politycznego pozostawał tzw. słaby opór, najlepiej widoczny w postaci opornika wpiętego w klapę marynarki czy płaszcza, który miał symbolizować sprzeciw wobec socjalistycznej władzy w latach po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce.
Punki w PRL
Młodzież na Długim Targu w Gdańsku, kwiecień 1988 r.
Fot. Leonard
Szmaglik
/ Zbiory ECS

 

dr Grzegorz Piotrowski
socjolog zajmujący się badaniem ruchów społecznych i społeczeństwa obywatelskiego
Wydział Naukowy i Zbiorów ECS

Zapraszamy na historię pewnej mody

Noc Muzeów

Zdjęcie: 21122Noc Muzeów